Trzech Muszkieterów... pod burzliwym niebem

Czyli ostatnie zamówienie z Avon'u.

Witajcie!

Nie mam pojęcia jak wpadłam na tytuł wpisu, ale niech będzie i tak. Niemniej jednak nie jest on mylący, otóż niedawno zamówiłam cztery piękne lakiery od firmy Avon. Pierwszy raz od dłuższego czasu właściwie zdecydowałam się zamówić z ich katalogu cokolwiek związanego z paznokciami.

Dlaczego? - otóż mam złe wspomnienia związane z tą kwestią, pierwszy i ostatni raz kiedy użyłam Avon'owych lakierów był kilka dobrych lat temu, ponad sześć na pewno. Wtedy firma ta nie słynęła z dobrej jakości produktów do paznokci - zawsze trzeba było bardzo długo czekać aż warstwa lakieru wyschnie, lakier na paznokciach szybko się ścierał bądź odpryskiwał.

Ostatnio nastąpił mój osobisty przełom, mama podsunęła mi katalog od koleżanki z pracy - nie ukrywam, że niechętnie przerzucałam kartki, jednakże w pewnej chwili coś przykuło moją uwagę. Zatrzymałam się na ofercie lakierów do paznokci: "nowość od Avon - lakiery z wykończeniem dającym efekt żelowy!". Po chwili namysłu stwierdziłam, że może jednak warto przetestować, może akurat coś się zmieniło.

I faktycznie się zmieniło. Z czystym sumieniem mogę przyznać, iż firma Avon na przestrzeni kilku lat bardzo poprawiła jakość produkowanych lakierów. Jako osoba mająca wieloletni uraz, nie żałowałam zakupu.

Zamówiłam dwa lakiery z żelowym efektem "Gel finish" w kolorach: "Roses are Red" oraz "Dazzle Pink". Dodatkowo parę stron dalej trafiłam na serię (mało lubianych z tego co słyszę wśród znajomych) lakierów piaskowych - dziś jest to główny bohater wpisu, więcej o nim za chwilę.
To są właśnie ci Trzej Muszkieterowie - a co z "burzliwym niebem"? Otóż jest to buteleczka o pojemności 8ml płynu niebieskiego koloru z czarnymi i białymi drobinkami. Niesamowicie mnie urzekł, a dodatkowo był na wyprzedaży (!) - jest to także Avon'owy twór serii "ColorTrend". Bardzo lubię tego typu lakiery, są proste ale jednak przyciągają wzrok.





Powracając do głównego bohatera wpisu...
Obecnie jestem po przetestowaniu piaskowego lakieru o nazwie "MagicEffects Mineral Crush" w kolorze perłowym ("Pearl"). Jest to, przyznam się, mój pierwszy w życiu piaskowy lakier.




Wiele moich koleżanek uważa, że tego typu lakiery są okropne, przez krótki czas ładnie wyglądają, szybko odpryskują. Ja powiem tak: moim zdaniem trwałość lakieru zależy od płytki paznokcia - paznokieć każdej z nas jest inny, na to trzeba zwracać uwagę, bo niekoniecznie kiepska trwałość może być winą lakieru.

Nad tym trzeba się zastanowić głębiej - ale o samym lakierze na moim przykładzie...
Sam w sobie trzymał się bardzo długi czas, w pewnej chwili tak mi się znudził, że postanowiłam go zdrapać (niestety kosztem płytki, ale odchodził całymi "płatami"). Na widocznym wyżej zdjęciu manicure wykończyłam matowym Top Coat'em firmy GoldenRose. Zdecydowałam się na matowe wykończenie, ponieważ naturalnie lakier od Avon'u błyszczy się na złoto, co nieszczególnie mi przypadło do gustu - jedna warstwa matu wszystko odmieniła (ucieszyło mnie to, bo już zaczynałam myśleć, że był to kiepski zakup).

Szczerze polecam przedstawiony dziś we wpisie produkt, niedługo powiem parę słów o pozostałych lakierach firmy Avon.

Tymczasem dziękuję za poświęcony czas, miłego dnia!

Komentarze

Popularne posty