Początki bywają... pstrokate?
Witam gorąco i serdecznie!
Może na sam początek krótko się przedstawię - mam na imię Ewa, a moje hobby to fotografia oraz zajmowanie się paznokciami. W większości rozmów z koleżankami, ze znajomymi manicure jest tematem przewodnim i zwykle wywodzi się bardzo ożywiona rozmowa w owej kwestii.
Po długich rozmyślaniach postanowiłam, że czas najwyższy pokazać się ludziom wraz z różnymi wzorami i kolorami na paznokciach, których u dłoni jest w sumie tylko dziesięć.
Tak czy inaczej, dzisiaj - w pierwszym wpisie - pokażę połączenie delikatnego, kremowego koloru z kontrastującymi z nim ciemnymi drobinkami. Osoby, które po raz pierwszy widziały tego typu zestawienie, kojarzyły je z przepiórczymi jajkami. Rozbawiło mnie to nawet.
Może na sam początek krótko się przedstawię - mam na imię Ewa, a moje hobby to fotografia oraz zajmowanie się paznokciami. W większości rozmów z koleżankami, ze znajomymi manicure jest tematem przewodnim i zwykle wywodzi się bardzo ożywiona rozmowa w owej kwestii.
Po długich rozmyślaniach postanowiłam, że czas najwyższy pokazać się ludziom wraz z różnymi wzorami i kolorami na paznokciach, których u dłoni jest w sumie tylko dziesięć.
To smutne - tyle pięknych barw, a tak mało paznokci...
Tak czy inaczej, dzisiaj - w pierwszym wpisie - pokażę połączenie delikatnego, kremowego koloru z kontrastującymi z nim ciemnymi drobinkami. Osoby, które po raz pierwszy widziały tego typu zestawienie, kojarzyły je z przepiórczymi jajkami. Rozbawiło mnie to nawet.
Tak oto prezentuje się pierwszy na tym blogu "twór"
Proszę o wybaczenie widocznych odrostów, bowiem zdjęcie było robione w ostatnich chwilach przed zmyciem lakieru. Niektórych może zadziwiać fakt, że zmywam lakier z paznokci, gdzie nie widać najmniejszego uszczerbku...
... nie ma się czemu dziwić, kochani. Powiem Wam, że z tą firmą spotkałam się po raz pierwszy jakieś trzy - cztery miesiące temu, czyli nie tak dawno. Wywnioskowałam wtedy, iż jest to nowość, mało kto słyszał o "czymś takim" jak MIYO. Pomyślałam: "Hm, coś nowego, ciekawe jak się sprawdzi... Spróbuję!". Były one wtedy w cenie około 5 zł, to nie taki znów majątek.
Na chwilę obecną powyższe lakiery są bardziej popularne, ale odnośnie trwałości: po upływie tygodnia lakier "trzymał się" naprawdę bez zastrzeżeń. Nieważne co robiłam, czy to myłam naczynia, czy łazienkę, podłogę - paznokcie ani odrobinę nie ucierpiały, jestem pełna podziwu dla firmy.
Na paznokciu przeważnie mam pięć warstw (odżywka jako podkład - czasem dwie warstwy, kolor - dwie warstwy oraz jedna warstwa top coat'u firmy GoldenRose), które utwardzają porządnie płytkę, dzięki czemu się nie łamie (w moim przypadku).
Nie wiem czy trwałość jest zasługą tylu warstw, ale przyznam, że bez top coat'u i innych warstw ochronnych lakier firmy MIYO miał się świetnie.
Może nie jestem znawczynią w tym temacie (jeszcze), ale serdecznie polecam wyroby wyżej ukazanej firmy. Właściwie gdyby nie dobra znajoma, to sama odkryłabym ten skarb bardzo późno.
Kolejny wpis powinien się ukazać w niedługim czasie, tymczasem dziękuję za uwagę!


Komentarze
Prześlij komentarz