Sinsay - test lakierów do paznokci

Cześć!

Jak było widać na Instagramie w ostatnim czasie zrobiłam całkiem spore zakupy w sklepie Sinsay (oczywiście online, średnio przepadam za chodzeniem po sklepach, niektórzy wiedzą o tym aż za dobrze c;). Poza samymi ubraniami znalazło się również miejsce na lakiery do paznokci - a jakże. Wybór był nieco ograniczony, większość kolorów została wyprzedana, ale to co złowiłam i tak cieszy oko. Co mnie rozbawiło, bo kupując nie zwróciłam uwagi, obydwa kolory mają tą samą nazwę - Steel Blue.
Oto i one.






Niebieski po lewej jest bardzo głębokim odcieniem z efektem szklanego połysku (cokolwiek autor miał na myśli, dla mnie wygląda na metaliczny, ale znawcą nie jestem :D). 
Kolorek z prawej jest tzw. "żuczkiem", mieni się na różne kolory w zależności od światła. Jest w nim coś z fioletu, odrobina różu, trochę zieleni i jak widać dominuje niebieski.






Pędzelki są normalnej wielkości, nie są super małe ani też maxi - w sam raz. Nie sprawiają problemów w aplikacji, nie trzeba się męczyć przy nakładaniu i martwić o smugi. c;

Małe "ale" pojawia się dopiero przy intensywności krycia....
Oto jak się prezentuje pierwsza warstwa. Wcześniej na paznokcie położyłam jedną warstwę odżywki.





Nie mówię, że jest źle, ale jednak w większości przypadków oczekujemy od lakieru, że jedną warstwą da się wszystko załatwić. Dla mnie nie jest to nic złego, bo nieważne jakie krycie ma lakier - dwie warstwy u mnie to minimum. c;

Skoro już o dwóch warstwach mowa, oto jak wyglądają dzisiejsi goście pod lupą w finalnej wersji:




Dużo lepiej, co? Jeśli chodzi o czas, którego lakier potrzebuje do pełnego zastygnięcia to w przypadku jednej warstwy jest to maksymalnie 10 minut, przy dwóch warstwach lepiej odczekać 30 - 40 minut. Można sobie w tym czasie wrzucić jakiś film albo kolejny odcinek ulubionego serialu. c;

A co z trwałością? Przy dobrym zabezpieczeniu topem w moim przypadku po tygodniu końcówki zaczęły się lekko wycierać, ale powiem Wam, że te pchełki dają radę. Naprawdę warto. ;)
Dodatkowo jeszcze wspomnę, że produkty nie zawierają toluenu oraz formaldehydu.


Cóż, na dziś to tyle, czekają na mnie kolejne testy, do tego zaczynam powoli pracować nad dużą niespodzianką i mam nadzieję, że coś z tego w końcu wyjdzie, bo już cały miesiąc się z tym wszystkim męczę - uparty sprzęt, co poradzić. Trzymajcie kciuki żeby niedługo się udało!
PS, przez jakiś czas konkretne zdobienia/wzory nie będą się pokazywać z tego względu, że dłoń - modelka miała kiepski dzień i straciła dwa paznokcie. Powoli będzie się kurować, ale nie narzekam, bo druga dłoń wystarczy do samych testów, a trochę produktów do pokazania grzecznie czeka na półeczce.

Trzymajcie się ciepło!

Komentarze

Popularne posty