Do góry nogami
Cześć!
W końcu się odzywam, co prawda dziś będzie dość nietypowo, ale lecimy. Ogólnie rzecz biorąc sporo się wydarzyło na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Wszystko nagle stanęło dosłownie do góry nogami. Chwilami było tak kiepsko, że zapominałam nawet jak się nazywam. Cała ta burza powoli przechodzi, choć też sporo jeszcze przede mną, ale stwierdziłam, że najwyższy czas wziąć się w garść i wrócić do tego, co sprawia mi największą radość i przyjemność - między innymi ten blog.
Dziś może nie będzie żadnego zdobienia, ale chciałabym pochwalić się Wam nowymi pierdółkami, które nagromadziłam w czasie całej tej życiowej burzy.
Będzie tego dużo. Bardzo, BARDZO, dużo. Zacznijmy od akcesoriów, później przejdę do kolorów i produktów, które będę testować w pierwszej kolejności. ;)
Na początek weźmy zestaw pędzli:
Może nie wyglądają super profesjonalnie, ale nie o wygląd chodzi tylko o zastosowanie. ;) Włosie jest miękkie, zwłaszcza na wachlarzu. Jeszcze nie wiem jak precyzyjnie się spisują w malowaniu, bo nie miałam okazji sprawdzić, ale niedługo to zrobię i z pewnością zdam relację. c;
Następne mamy stemple:
Dwa mięciutkie przejrzyste stemple. Okrągły jest naprawdę olbrzymi, ale wygodny w użyciu, prostokątnego jeszcze nie sprawdzałam, ale jestem dobrej myśli.
To, co uwielbiam ale nadal nie mam za bardzo pomysłów na "niestandardowe" zastosowanie - pyłki:
Niby zwykłe ale oko jednak przyciągną. W całym tym ogromie po kolei mamy: srebrne i złote holo (tak, to naprawdę holograficzne pyłki, tylko nie potrafiłam dobrze ustawić światła i wygląda jak wygląda), cztery pyłki dające cukrowy efekt/efekt szronu oraz trzy neony, których jestem najbardziej ciekawa ale jeszcze nie mam za bardzo jak przetestować - będę robić co w mojej mocy!
Mam jeszcze kilka folii do kolekcji i nadal nie mogę nigdzie dostać dobrego kleju :c
Hologramowe/holograficzne/jakkolwiek je nazwiecie - są piękne. Kiedy wzięłam je do rąk w dziennym świetle, nie mogłam oderwać wzroku, tak wspaniale się mienią!
Trochę tego jest, zaczniemy od Eveline Cosmetics i Bell. Pamiętam, że Eveline złapałam gdzieś na zakupach całkiem przypadkiem, rzuciła mi się w oczy super niska cena, wręcz groszowe sprawy, a kolory, które wybrałam są tego warte (niestety standardowo przy Eveline brak jakiegokolwiek numerku czy nazwy...). Natomiast po Bell ("He" fiolet 03 oraz "She" brokat 03) wybrałam się specjalnie, jednak za późno, ponieważ to były jedyne dwa lakiery nowej wtedy serii w całej szafie. Cóż... Przynajmniej ładnie do siebie pasują. Zawsze jakiś plus, prawda?
Dalej lecimy z...
... Sally Hansen, Wibo oraz Manhattan. Na pierwszym zdjęciu wzornika mamy Sally Hansen 204 "Adrenaline Crush", Manhattan 009 "Wild red" oraz Sally Hansen 460 "Blacky O". Nie zmieściło się Wibo (a właściwie to tego nie przemyślałam) "Dress in Black".
Dalej robi się bardziej chaotycznie, ale na szczęście wszystko jednej marki:
Lecimy od najlepszych perełek w tym zestawieniu, czyli seria Holographic. Tak, wiem, były wypuszczone dawno temu, zastanawianie się nad stosunkiem ceny do produktu naprawdę długo trwało, ale po uświadomieniu sobie ile wydałam (i to w euro!) na dwa lakiery O.P.I będąc w Wiedniu stwierdziłam, że jednak mogę sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. No bo umówmy się, płacić za klasyczny lakier prawie tyle samo, co za hybrydę? No trochę śmieszne. Ale! Moi wybrańcy to numerki 01 oraz 06, czyli klasyczne srebrne holo i niebieskie. Nie mogę się napatrzeć na tą piękną tęczę.
Dalej mamy Ice Chick nr 55 i nr 103, na zdjęciach wzornika jest to ciut "rozwalone", ale jest jedno pod drugim, myślę, że się nie zgubicie. c;
I na koniec (tej marki oczywiście) Color Expert kobalt nr 129 oraz srebro nr 62. Cudeńka + w końcu znalazłam odcień niebieskiego, który uwielbiam. Na pewno przyda się do wielu zdobień. ;)
I na sam koniec (taaaaaak!) pewne śmieszki. Nie mam zielonego pojęcia co mnie tknęło, może buteleczka, może dziwna konsystencja - nie wiem. Z resztą sami zobaczcie.
Moi kochani... Lustro w wersji klasycznego lakieru do paznokci. Byłam w lekkim szoku i bardzo długo zastanawiałam się nad tym czy to hybryda, czy może jednak nie. Szczerze zakochałam się w czerwieni, idealna gładka tafla + super błyszczący top coat - coś wspaniałego. Może nie jest to takie lustro, powiedziałabym, że raczej metaliczny efekt, ale jest w porządku. Konsystencja wydaje się jakby półpłynna, ale rozprowadza się naprawdę dobrze. Jestem w wielkim szoku.
To już tyle, mam nadzieję, że tęskniliście chociaż trochę (jeśli tak, to po tym mega wpisie już mnie nie cierpicie, haha), dziękuję Wam za uwagę i pora na mnie, by zabrać się z powrotem za to, co dla Was szykowałam i zostało niespodziewanie przerwane. Myślę, że do następnego wpisu się już uporam.
Trzymajcie się ciepło!
W końcu się odzywam, co prawda dziś będzie dość nietypowo, ale lecimy. Ogólnie rzecz biorąc sporo się wydarzyło na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Wszystko nagle stanęło dosłownie do góry nogami. Chwilami było tak kiepsko, że zapominałam nawet jak się nazywam. Cała ta burza powoli przechodzi, choć też sporo jeszcze przede mną, ale stwierdziłam, że najwyższy czas wziąć się w garść i wrócić do tego, co sprawia mi największą radość i przyjemność - między innymi ten blog.
Dziś może nie będzie żadnego zdobienia, ale chciałabym pochwalić się Wam nowymi pierdółkami, które nagromadziłam w czasie całej tej życiowej burzy.
Będzie tego dużo. Bardzo, BARDZO, dużo. Zacznijmy od akcesoriów, później przejdę do kolorów i produktów, które będę testować w pierwszej kolejności. ;)
Może nie wyglądają super profesjonalnie, ale nie o wygląd chodzi tylko o zastosowanie. ;) Włosie jest miękkie, zwłaszcza na wachlarzu. Jeszcze nie wiem jak precyzyjnie się spisują w malowaniu, bo nie miałam okazji sprawdzić, ale niedługo to zrobię i z pewnością zdam relację. c;
Następne mamy stemple:
To, co uwielbiam ale nadal nie mam za bardzo pomysłów na "niestandardowe" zastosowanie - pyłki:
Mam jeszcze kilka folii do kolekcji i nadal nie mogę nigdzie dostać dobrego kleju :c
Hologramowe/holograficzne/jakkolwiek je nazwiecie - są piękne. Kiedy wzięłam je do rąk w dziennym świetle, nie mogłam oderwać wzroku, tak wspaniale się mienią!
I na koniec lakiery, starałam się wszystkie uwzględnić na wzorniku, ale jakoś chaotycznie mi to wyszło. Myślę, że damy radę c;
Trochę tego jest, zaczniemy od Eveline Cosmetics i Bell. Pamiętam, że Eveline złapałam gdzieś na zakupach całkiem przypadkiem, rzuciła mi się w oczy super niska cena, wręcz groszowe sprawy, a kolory, które wybrałam są tego warte (niestety standardowo przy Eveline brak jakiegokolwiek numerku czy nazwy...). Natomiast po Bell ("He" fiolet 03 oraz "She" brokat 03) wybrałam się specjalnie, jednak za późno, ponieważ to były jedyne dwa lakiery nowej wtedy serii w całej szafie. Cóż... Przynajmniej ładnie do siebie pasują. Zawsze jakiś plus, prawda?
Dalej lecimy z...
... Sally Hansen, Wibo oraz Manhattan. Na pierwszym zdjęciu wzornika mamy Sally Hansen 204 "Adrenaline Crush", Manhattan 009 "Wild red" oraz Sally Hansen 460 "Blacky O". Nie zmieściło się Wibo (a właściwie to tego nie przemyślałam) "Dress in Black".
Dalej robi się bardziej chaotycznie, ale na szczęście wszystko jednej marki:
Lecimy od najlepszych perełek w tym zestawieniu, czyli seria Holographic. Tak, wiem, były wypuszczone dawno temu, zastanawianie się nad stosunkiem ceny do produktu naprawdę długo trwało, ale po uświadomieniu sobie ile wydałam (i to w euro!) na dwa lakiery O.P.I będąc w Wiedniu stwierdziłam, że jednak mogę sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. No bo umówmy się, płacić za klasyczny lakier prawie tyle samo, co za hybrydę? No trochę śmieszne. Ale! Moi wybrańcy to numerki 01 oraz 06, czyli klasyczne srebrne holo i niebieskie. Nie mogę się napatrzeć na tą piękną tęczę.
Dalej mamy Ice Chick nr 55 i nr 103, na zdjęciach wzornika jest to ciut "rozwalone", ale jest jedno pod drugim, myślę, że się nie zgubicie. c;
I na koniec (tej marki oczywiście) Color Expert kobalt nr 129 oraz srebro nr 62. Cudeńka + w końcu znalazłam odcień niebieskiego, który uwielbiam. Na pewno przyda się do wielu zdobień. ;)
I na sam koniec (taaaaaak!) pewne śmieszki. Nie mam zielonego pojęcia co mnie tknęło, może buteleczka, może dziwna konsystencja - nie wiem. Z resztą sami zobaczcie.
To już tyle, mam nadzieję, że tęskniliście chociaż trochę (jeśli tak, to po tym mega wpisie już mnie nie cierpicie, haha), dziękuję Wam za uwagę i pora na mnie, by zabrać się z powrotem za to, co dla Was szykowałam i zostało niespodziewanie przerwane. Myślę, że do następnego wpisu się już uporam.
Trzymajcie się ciepło!
Komentarze
Prześlij komentarz