Kiedyś musi być ten pierwszy raz

Cześć!

Dzisiaj o moim pierwszym razie z... Hybrydami na żelowym przedłużeniu. :D
W końcu się odważyłam, ale jakim kosztem... Moje paznokcie będą przechodzić teraz przez bardzo długi okres rekonwalescencji. :c
Ale po kolei! - Będąc u znajomej, która również zajmuje się malowaniem paznokci, stwierdziłam spontanicznie: "Ej! Mamy dużo czasu, zrób mi paznokcie!". No i tak też się stało. Wtedy byłam dopiero co po złamaniu jednego z paznokci, więc zdecydowałam się na żelowe przedłużenie - największy błąd W ŻYCIU.
Oto, co wyszło po prawie trzygodzinnej zabawie:






Zdecydowałam się na szarości, adekwatnie do tej smętnej pogody, w ruch poszły lakiery od Pierre René. Tak, zdjęcia wykonane z tygodniowymi odrostami - przepraszam, ale leń wygrał walkę.
Powiem tak: kolor świetny, błysk niesamowity, ale pozbyć się tego żelowego cholerstwa - wybaczcie, ale nie spodziewałam się aż tak złej reakcji moich paznokci - to było wręcz mistrzostwo. 
Podsumowując: hybryda w porządku, żel - be! największe zło na świecie. >.<"

Mini - opowieść, mini - recenzja, mini - pierwsze wrażenie. Tak można podsumować wpis.

Jak tylko zregeneruję odrobinę płytkę, stworzę coś nowego, raczej ciekawego. Trochę pomysłów mi się uzbierało nosząc te sztuczne pomioty szatana. c;

PS, niedługo dotrą do mnie nowości, mam nadzieję, że przed świętami jeszcze się do mnie przyturlają, także sporo ciekawych rzeczy powstanie.

Tymczasem dziękuję za uwagę i do następnego wpisu!
Miłego wieczoru!

Komentarze

Popularne posty