Ahoj przygodo!
Cześć!
Przybywam do Was dzisiaj z wpisem bardziej przygodowym niż zwykle. Zaczęło się niewinnie, poszłam na wizytę do lekarza, później na próbę muzyczną do koleżanki. Zgłodniałyśmy, więc poszłyśmy na obiad do pobliskiej restauracji - pojadło, pośmiało, porozmawiało - i nadszedł czas na wizytę koleżanki u kosmetyczki (tak, to główny cel dzisiejszego wpisu).
Usiadłam grzecznie na kanapie, trzeba było przeczekać godzinny zabieg. Zaczęłam się rozglądać po gabinecie, wodziłam błędnie wzrokiem po ścianach, obrazach, co rusz spoglądałam na zegar. Zainteresowałam się biurkiem - wszelkie specyfiki do twarzy: kwasy, kremy, maści, maski itp.
Przyszła pora na półki - poczułam się jak w raju. Całe mnóstwo lakierów do paznokci: od zwykłych, przez hybrydowe, po specyfiki do techniki żelowej i akrylowej. Od razu złapałam kontakt z Panią kosmetyczką. Pokazałam jej parę moich prac, kilka technik o których nawet nie miała pojęcia - dogadałyśmy się jak nigdy!
Ale najlepsze w tym wszystkim jest to: w salonie kosmetycznym, jako odwiedzająca, sama zrobiłam sobie manicure. Nie ukrywam, chciało mi się śmiać jak tak o tym pomyślałam.
A teraz druga część - lakier. Produkt, którego tak właściwie nie znałam. Kolor zwalił mnie z nóg, niby fiolet, niby granat z niebieskimi drobinkami. No coś pięknego!
Przybywam do Was dzisiaj z wpisem bardziej przygodowym niż zwykle. Zaczęło się niewinnie, poszłam na wizytę do lekarza, później na próbę muzyczną do koleżanki. Zgłodniałyśmy, więc poszłyśmy na obiad do pobliskiej restauracji - pojadło, pośmiało, porozmawiało - i nadszedł czas na wizytę koleżanki u kosmetyczki (tak, to główny cel dzisiejszego wpisu).
Usiadłam grzecznie na kanapie, trzeba było przeczekać godzinny zabieg. Zaczęłam się rozglądać po gabinecie, wodziłam błędnie wzrokiem po ścianach, obrazach, co rusz spoglądałam na zegar. Zainteresowałam się biurkiem - wszelkie specyfiki do twarzy: kwasy, kremy, maści, maski itp.
Przyszła pora na półki - poczułam się jak w raju. Całe mnóstwo lakierów do paznokci: od zwykłych, przez hybrydowe, po specyfiki do techniki żelowej i akrylowej. Od razu złapałam kontakt z Panią kosmetyczką. Pokazałam jej parę moich prac, kilka technik o których nawet nie miała pojęcia - dogadałyśmy się jak nigdy!
Ale najlepsze w tym wszystkim jest to: w salonie kosmetycznym, jako odwiedzająca, sama zrobiłam sobie manicure. Nie ukrywam, chciało mi się śmiać jak tak o tym pomyślałam.
A teraz druga część - lakier. Produkt, którego tak właściwie nie znałam. Kolor zwalił mnie z nóg, niby fiolet, niby granat z niebieskimi drobinkami. No coś pięknego!
Trochę ciężko mi pisać na temat tego produktu, nie wiem zbyt wiele na ten temat, jeśli mam być szczera. Kolor sam w sobie jest głęboki, drobinki trochę rozświetlają ciemny fiolet. Nie jestem w stanie podać numeru czy nazwy koloru, musicie mi wybaczyć.
Na paznokciu wygląda wspaniale, lecz co do trwałości produktu pojawia się pewna wada. Lakier bardzo szybko zaczął mi odpryskiwać. :c
Ale oto jak prezentuje się na pazurkach:
Na ostatnim zdjęciu widać już odprysk na kciuku - no niestety. Ale poza tą jedną rzeczą jak dla mnie wszystko gra, można by pomyśleć nad lepszym zabezpieczeniem koloru w moim przypadku.
Podsumowując krótko:
+ krycie
+ głębia koloru
+ rozprowadzenie produktu
- trwałość
A teraz już dziękuję za uwagę, życzę miłego wieczoru!
W następnym wpisie wrócimy do Avon'u. ;)

Komentarze
Prześlij komentarz